W sercu największego lasu deszczowego spędziłem 2 tygodnie.
Podróż tam była dla mnie najgłębszym poznaniem siebie i siedemnastogodzinną medytacją.
Zakotwiczyła mnie jako samotnika i zdefiniowała moją osobowość, której obraz zachowam dla siebie.
Nowy świat zbudował mnie od nowa, jakby były to moje ponowne narodziny. Każdy powrót do naszej cywilizacji, naszych miast pokazuje mi tylko jak strasznie duszę się światem i otoczeniem, w którym jest dane mi żyć. Próba rozwiązania zagadki, bądź też nadanie sensu mojemu życiu jest dla mnie najtrudniejszym wyzwaniem. Samotna podróż w takie miejsca utrzymuje mnie w przekonaniu, że to nie człowiek powinien stać na najwyższym szczeblu drabiny konsumenta. To, zdecydowanie miejsce natury.
Natury i innych mieszkańców naszego świata, których w pewnym sensie postanowiliśmy zgwałcić, przywłaszczyć sobie, bo bardzo pewni siebie uprawiamy zgubną i krótkotrwałą dyktaturę.
Każde nowe miejsce, każda wyprawa po wodach największej rzeki świata, czy to w dzień, czy w nocy, nie powodowała we mnie poczucia zagrożenia i nie czułem się w niebezpieczeństwie. Było to świadome oddanie się czemuś wyższemu, jakiejś sile, która mnie obserwuje i decyduje o moim losie.
Kontakt z inną cywilizacją kolejny raz pokazał mi też, jak bardzo potrzebujemy siebie wszyscy nawzajem i jak bardzo jesteśmy ciekawi siebie. Ilość dobra i bezinteresownej pomocy jaką otrzymałem podczas pięciotygodniowego pobytu w Brazylii wystarczyła mi, aby stwierdzić, że człowiek to istota przede wszystkim dobra. Wiem i zgadzam się, że historia pokazuje coś zupełnie innego.

Piotr Sobik

Ostanie sześć dni w Brazylii spędziłem w Santa Maria. To właśnie tam, w malutkiej, amazońskiej wiosce, odbył ślub, na którym zostałem fotografem. Dotartem tam po trzech godzinach podróży motorówką.
Na miejscu przywitali mnie ludzie, którzy „żyją nad rzeką”.
Kiedy dopłynąłem do brzegu, cała rodzina stała w rzędzie, czekając na mnie. Przybył do nich fotograf, osoba z drugiego „bogatego’ końca świata. Na powitanie dostałem kubek kawy oraz ciasto kukurydziane. Cały kawałek!
Tylko Edjesio potrafił coś wydusić w języku angielskim. Cała reszta konwersacji odbywała się w języku portugalskim, którego z nadludzkim wysiłkiem i z marnym efektem starałem się nauczyć.
Dziewczyny zawstydzone, śmiejąc się, wpatrywały się w moje oczy. Mężczyźni natomiast, widać było, że chcieli mi opowiedzieć całe, swoje życie.
Problem z komunikacją rozwiązał mecz piłki nożnej. W ogóle boisko i kościół lub kapliczka to dwa miejsca, które zawsze spotykałem na mojej drodze w Brazylii.

W wiosce było ok. siedem lub osiem domów, każdy z licznym potomstwem.
KolejnyM etapem przywitania były instrukcje bhp.
Toaleta znajdowała się ok. 50 metrów w lesie. Las, który trochę zrozumiałem wchodząc głębiej.
Dla mnie to miejsce pełne pułapek, wysysające energię i czekające tylko na Twój najmniejszy błąd.
Miałem uważać, przede wszystkim na węże.
Olbrzymi pająk, tarantula, który zasypiał na belce, około 4 metrów od mojego hamaku, był podobo nieszkodliwy.
A ja nigdy w życiu nie widziałem bardziej straszliwego stworzenia.
Już pierwsza noc była wyjątkowa. Spałem tylko pod zadaszeniem, kiedy akurat rozpętała się burza.
Leżałem w swoim hamaku, poobdzierany po meczu, pająk siedział ciągle parę metrów dalej, a ja myślałem: ciekawe czy w nocy się ruszy, ciekawe czy moskitiera, którą naciągnąłem najmocniej, jak to tylko możliwe da radę go powstrzymać?
Pojawiła się burza, a nade mną tylko zadaszenie.
Drzewa  poruszały się co raz szybciej, co chwilę się błyskało, bliżej lub dalej. Rozpoczął się piękny i przeraźliwy koncert, taniec natury, a ja leżałem w hamaku, myśląc o tym pająku.

Przez kolejne dni miałem możliwość brania udziału w polowaniu. Edjesio dał mi nawet postrzelać.
Życie tam polega na budowaniu lub remoncie domów, wieczorami chłopaki wychodzą na polowanie. Co jakiś czas ktoś przywozi z portu ryż i napoje.
Nie ma tam na co dzień lekarza, jest za to szkoła, do której przypływają łodziami inne dzieciaki z pobliskich wiosek.


W dniu ślubu do wioski przypłynęli Amerykanie z misją.
Byli wśród nich lekarze, do których zlecieli się wszyscy z okolicy. Dopiero wtedy zauważyłem jak trudne jest tam życie. Ilość zabandażowanych nóżek i rąk, pokazała mi jak niebezpieczne jest to miejsce.
Inni Amerykanie, którzy wiedzieli co dla tutejszych ludzi jest dobre i potrzebne, zabierali dzieciaki i opowiadali im o Jezusie, czytają słowo boże, organizując im również jakieś zabawy.
Po wszystkim, kiedy przybysze zdobyli już zaufanie dzieciaków, zaczęli rozdawać cukierki i koszulki.
Jeden, mój ulubieniec podbiegł do mnie i dał mi cukierka.
Zjedliśmy go razem, oglądając jak odpływa statek z dobrymi ludźmi. Po 3 tygodniach jedzenia tylko ryżu, ryb i owoców, przyznaje, że najprostszy cukierek, trochę namieszał w moich kubkach smakowych.

Ślub miał się rozpocząć około godziny 18:00, co w tamtejszych warunkach oznaczało kompletną ciemność.
Jedyna elektryczność była uruchamiana każdego dnia na około 30 minut z agregatu.

Przygotowania do wesela polegały na pieczeniu ciasta z kukurydzy oraz zbijaniu ławek z desek. Mężczyżni ustawili też dookoła ław mini instalację z żarówkami. To znacznie ułatwiło mi fotografowanie.
Postanowiłem, nie ubierać koszuli na ten ślub. Nie chciałem jakoś się wyróżniać wśród tych ludzi.
Okazało się jednak, że byłem jedynym gościem w t-shircie i krótkich spodenkach.
Wszyscy byli odświętnie ubrani, mężczyźni w koszule, a kobiety w sukienki.
Najdłuższą częścią uroczystości była półtoragodzinna msza, a w zasadzie kazanie pastora, który cieszył się ogromnym szacunkiem i uznaniem wśród tych ludzi. Każdy już ociekał potem, łącznie ze mną, miałem problem z trzymaniem aparatu. Było duszno, strasznie się pociłem.
Po mszy był rzut bukietem, który zdążył zwiędnąć, w trakcie tej długiej ceremonii.
Para młoda rozdała każdemu z gości kawałek ciasta, kubek z prażoną kukurydzą i tamtejszą oranżadą.
Młodzi po tygodniu, a może po dwóch, wprowadzą  się do nowego domu, który samodzielnie wybudował dumny i szczęśliwy młody pan.
Cały ślub trwał może 3-4 h.
Na zajutrz wstał nowy dzień, wróciłem do portu, skąd dwa dni poźniej przedostałem się  do Belo Horizonte

Dodaj komentarz

Close Menu