Zwróciła moją uwagę już w momencie, kiedy pierwszy raz przeszedłem ulicą, ulicą na której pracowała. 

Nie epatowała swoim kalectwem i trudnym losem.

Nie wyciągała ręki po pieniądze.

Wyróżniała się uśmiechem i interesującym spojrzeniem.

 

 

Mimo sytuacji, w której jest, pracuje codziennie na ulicy, kiedy słońce grzeje najmocniej zakrywa się parasolem, ale niestrudzenie handluje dalej. Chce sama zadbać o swoją córkę i siebie bo poza sobą nie mają nikogo, więc pracuje codziennie, sprzedaje zdrapki, wisiorki i inne drobiazgi.

 

 

Widać, że tworzy z lokalnym środowiskiem innych handlarzy i taksówkarzy jakąś wieź. Ciągle ktoś do niej podchodzi, łapie za rękę albo przynosi jedzenie.

Jej 3-letnia córka jest jeszcze za mała na taką pomoc, czasem odnosi tylko pusty talerz. Mabivatkus, bo tak jej na imię, jest energiczna i odważna, przybiega do mnie, dotyka brody, dłoni i ucieka. Kiedy fotografuję powykrzywiane stopy jej mamy, dziewczynka krzyczy i zasłania te stopy. To trudny dla mnie moment.

 

 

Belnashe nie mówi po angielsku, muszę więc mieć tłumacza. Ten tłumacz ratuje mnie przed zlinczowaniem przez wściekły tłum. Pojawiają się taksówkarze, podchodzi jeden, w czapce marki Jordan, między jedynkami ma wielkie szpary, a na nos spuszczone pilotki, w taki sposób, że doskonale widzę jego przekrwione gałki i jednoznaczne spojrzenie. Robi się głośno i nie czuje się komfortowo. 

Staram się więc szybko działać, pięć minut i zdjęcia gotowe.

 

Wszyscy dbają o nią i nie życzą sobie aby jakiś turysta fotografował jej nieszczęsny los, dla swoich artystyczny i pustych pobudek. „Sporo tutaj było takich białych artystów. Fotografowali dzieciaki na ulicy, a potem uciekali do swoich krajów i zarabiali na ich nieszczęściu, uchwyconym na tych zdjęciach”, tłumaczą mi. 

Dopiero kiedy mój tłumacz ich uspokaja i opowiada o Kampanii (Kampania Reumatyzm Ma Młodą Twarz), o reumatyzmie, o tym, że chce pomóc, pokazać i uświadomić, staje się dla nich osoba godną; „Good blees You”. 

Teraz już wiedzą, że mam dobre zamiary.

 

 

Chcę pokazać, że reumatyzm to nie tylko nasze piekiełko, problem z dostępem do biologii, długie oczekiwanie do lekarza, ale też olbrzymi dramat bardzo wielu ludzi w Etiopii. Oni ze względu na brak specjalistów oraz biedę, nawet nie wiedzą jak nazywa się ich schorzenie.

Belnashe nie oczekuje już niczego. Tłumacz mówi mi : „ Jeśli możesz jej pomóc, załatw wózek elektryczny… to jej największe marzenie”. 

 

Ten post ma 4 komentarzy

  1. To ja się dorzucę.

  2. Witam, skontaktuj się ze mnom pomogę.

  3. Wchodzimy w zbiórkę. Jak coś ogarniesz daj znac 😉

Dodaj komentarz

Close Menu